A A A

Zmiany w kościele

Najwyraźniejszym dowodem na to, że Kościół przystosowuje swoje nakazy i zakazy do sytuacji w świecie, jest zmiana w podejściu tej instytucji do problemu zapobiegania ciąży. Jeszcze w encyklice Piusa XI Casti connubi z 1930 roku z równą ostrością potępione jest zapobieganie ciąży i spędzanie płodu. Zdaniem wielu współczesnych teologów takie stawianie sprawy zgodne jest wprawdzie z tradycją teologii moralnej, ale powoduje, że mniej wyrazista staje się całkowicie specyficzna niemoralność zabiegu usuwania ciąży. Kościół bardzo często dostrzegał wspólną cechę psychologiczną łączącą zapobieganie ciąży z jej usuwaniem, a mianowicie: niechęć do posiadania potomstwa. Regulacja poczęć była więc traktowana przede wszystkim jako przejaw dążenia do wyżycia seksualnego i uciekania od spełniania zadań rodzicielskich. Pomijano więc zupełnie fakt, ' iż zapobieganie ciąży może być właśnie dowodem odpowiedzialnego rodzicielstwa, nie zaś unikaniem go za wszelką cenę.

Trzydziestopięciolecie dzielące encyklikę Piusa XI o małżeństwie i naukę Soboru Watykańskiego II charakteryzowało się tak wieloma przemianami kulturowymi, społecznymi, że okres ten zmienił w środowisku człowieka więcej niż niejedno stulecie. Stąd też ogromna zmiana roli, jaką Kościół w tym środowisku odgrywa. Nie stało się tak, jak to sobie wyobrażali niektórzy materialiści, mający skłonność do upraszczania wizji natury ludzkiej: człowiek nie wyeliminował religii ze swojego życia, nie przestał przez nią poznawać i wartościować.

Bardzo zmieniła się religia i jej kształt zewnętrzny, instytucjonalny. Bardzo zmieniły się poglądy Kościoła rzymskokatolickiego, i to poglądy oficjalne. Wynikiem tych zmian w odniesieniu do omawianej przeze mnie kwestii jest pogląd, iż istnieć może zapobieganie ciąży w dobrej wierze i dla dobra własnego potomstwa, natomiast spędzanie płodu jest złe z takich oto zasadniczych przyczyn: po pierwsze, każda istota ludzka ma prawo do życia, po drugie, płodzenie jest zgodne ze stwórczą miłością Boga, a więc niszczenie owoców tego działania jest niedopuszczalne. Te dwie racje są niewątpliwie tradycyjne, ale dochodzą do nich dwie nowe: po trzecie, idzie o sens i godność macierzyństwa, po czwarte, chodzi o to, aby lekarz reprezentował stanowisko moralne, zgodnie z którym powołany jest do ochrony życia, nie zaś do niszczenia go.

Problem sensu i godności macierzyństwa wcale nie jest jednoznaczny na gruncie tradycji chrześcijańskiej. Stosunek chrześcijaństwa do kobiety jako takiej bywał niezbyt przychylny, a w niektórych okresach wręcz wrogi. Kult Najświętszej Marii Dziewicy w czasach Średniowiecza to przede wszystkim kult dziewictwa i tych cech, które raczej różniły Matkę Chrystusa od przeciętnych kobiet, a nie tych, które ją do kobiet zbliżały. Szczególnie widoczny był ten nurt kultu maryjnego w XV wieku, choć dopiero w 1854 roku papież Pius IX ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Marii Panny. Ascetyzm, stawiający na piedestale czystość i niewinność, wymagał, aby postaci tak wzniosłej nic nie łączyło z niewiastami śmiertelnymi, które były uważane za siedlisko wszelkiego zła, za narzędzie grzechu w ręku diabła.

W 1484 roku ukazała się bulla papieża Innocentego VIII wymierzona przeciw czarownikom. Stanowiła wynik starań inkwizytorów napotykających trudności w swoich antyczarcich poczynaniach. W 1486 roku gorliwi inkwizytorzy napisali swoje słynne dzieło Młot na czarownice, do którego wspomniana bulla była dołączona jako przedmowa. Do 1669 roku wznowiono je dwadzieścia dziewięć razy. Autor książki Kultura wieków średnich Jan Ptaśnik nazywa ów fakt „hańbą Odrodzenia", ale mnie wydaje się, że popularność tego okrutnego tekstu nie umniejsza wielkości Renesansu, jest tylko odzwierciedleniem powszechnych nastawień i gustów. W końcu niezaprzeczalna jest duchowa wielkość polskiego Oświecenia, a przecież w naszym kraju procesy czarownic odbywały się jeszcze przez wiele lat po wstąpieniu na tron Stanisława Augusta Poniatowskiego... Ale wróćmy do fundamentalnego dzieła. Otóż o ile w innych tego rodzaju księgach mówi się także o kobietach mających związki z szatanem, o tyle tutaj mowa jest niemal wyłącznie o kobietach. Autorzy starali się też ambitnie zebrać wszystkie złe sądy o niewiastach, jakie wypowiadali mędrcy różnych czasów i upodobań. Usiłowano poniżyć kobietę nawet etymologicznie, wywodząc łacińskie słowo femina od słów: je — wiara i minus mniej.

W Średniowieczu publicznie doradzano osobom płci żeńskiej, aby się krzyżem od szatana zasłaniały, nie wierzono jednak do końca, że kobietę może coś powstrzymać od wejścia w związek z diabłem. Nic też dziwnego, że coraz trudniej było mówić o macierzyństwie bez wstrętu, zwłaszcza odkąd usunęło się z brudnego pola skojarzeń Matkę Boską i to za pomocą narzędzia tak skutecznego jak... dogmat wiary.

Aby macierzyństwo stało się na powrót przedmiotem troski Kościoła, musiały zajść duże zmiany w ludzkiej świadomości, a jeszcze większe po to, by doprowadzić sprawę do dzisiejszego etapu, na którym właśnie Kościół jawi się jako obrońca kobiety — osoby — matki. Bernhard Haring tak pisał o macierzyństwie, referując posoborowe poglądy Kościoła w tej kwestii: „Międzyludzka odpowiedzialność i najściślejsza zależność jednej osoby ludzkiej od miłości i opieki innej nie przejawia się nigdzie tak cudownie, jak w okresie dziewięciu miesięcy, kiedy embrion czy płód żyje z matką w jednym układzie krążenia krwi. Duchowa i moralna dojrzałość matki jako matki ma ogromny wpływ na jej stosunek do dziecka, które nosi pod sercem. I przeciwnie, sposób, w jaki ona to nowe życie akceptuje i otacza opieką, ma decydujący wpływ na jej własny rozwój duchowy. Postępująca humanizacja ludzkości, całość wszystkich stosunków ludzkich wiąże się w zasadniczy sposób z tym życiodajnym stosunkiem matki do nie narodzonego dziecka. Wszelkie «mędrkowanie», które stara się usprawiedliwiać przerywanie ciąży względami utylitarnymi, będzie prowadziło niechybnie do innych form oziębienia stosunków międzyludzkich i do podobnych aktów przemocy oraz jej usprawiedliwiania".