A A A

Wolność i godność

Wszędzie tam, gdzie jako jedna z kluczowych kategorii moralnych pojawia się kategoria gatunku, mamy do czynienia we współczesnej etyce z przekonaniem, że wiedza dostarczana przez fizykę i biologię może owocnie służyć wyjaśnianiu problemów wartości. Jednocześnie już w samoświadomości twórców takich koncepcji pojawia się na ogół obawa o naruszenie pewnego tabu — autonomii człowieka. Jakby tłumaczenie ludzkiego stosunku do wartości przez czynniki zewnętrzne, niezależne, w nie określony bliżej sposób zagrażało ludzkiemu poczuciu niezależności, czyli mówiąc tradycyjnie — jakby niwelowało ludzką wolność.

Chcemy wierzyć, że człowiek sam sobą rządzi, że świadomie dąży do celów, które określa, że cała technologia postępowania jest czymś, co pozostaje do naszej dyspozycji, nie zaś czymś, czemu my właściwie służymy jako bezwolne narzędzia. Żeby jednak wytyczyć granice między tym, co nas określa, i. tym, jak całego tego określenia używamy, musimy sobie na ogół odpowiedzieć na pytanie zasadnicze, dotyczące celów działania i naszej świadomej tendencji do realizowania ich. Wszystko to prowadzi do prostego pytania o to, jaki jest sens działania jednostki i jak się ów sens jednostkowy ma do zbiorowego sensu bytowania gatunku?

Pozostając uparcie w obrębie przekonania, które przecież jest istotnym składnikiem masowej pogoni za sensem własnego życia, przekonania o tym, że nasza wartość moralna istnieje obiektywnie, musimy zbudować cały skomplikowany zespół informacji. Informacje te dotyczą naszych zachowań. Trzeba je następnie skonfrontować z podstawowym przeświadczeniem o celach działania ludzkiego, przeświadczeniem, że człowiek działa, aby ulepszyć świat. Można stwierdzić, że wiedza o gatunku musi być nieustannie konfrontowana z powinnością gatunku. Wynikiem tej konfrontacji może być dopiero tak bardzo upragniona empiryczna wiedza o moralności.

Jednym słowem, doświadczenie w etyce nie jest jakimś prostym kontaktem z rzeczywistością, pojmowaną jako to, co jest nam dane w poznaniu zmysłowym. Doświadczenie to dotyczy pewnego dynamicznego spięcia, polegającego na stykaniu się wymienionej wyżej rzeczywistości z rzeczywistym również, choć niewątpliwie inaczej rzeczywistym światem ludzkich powinności. W tej pierwszej płaszczyźnie człowiek po prostu jest, a jego rozwój zamyka się w cyklu biologicznym, zawiera się w wymiarze ewolucyjnym. W płaszczyźnie powinności człowiek staje się poprzez bycie w społeczeństwie, które zawiera się w wymiarze historycznym.

Walka o wolność i godność człowieka jawi się wobec tego jako obrona przed zewnętrznością: zarówno przed zewnętrznością biologiczną, jak i przed zewnętrznością historyczną. Stąd, jak sądzę, tak silnie pociąga człowieka religia, która wydaje się być oderwaniem od wszelkiej zewnętrzności i wzniesieniem się w sferę czystego wyboru. Jednak i w tej sferze istnieje cała „zewnętrzna" maszyneria prawa naturalnego oraz praw obowiązujących w religijnej społeczności. Tak więc jest to nie tyle wyzwolenie od zewnętrzności, ile konsolidacja okoliczności zewnętrznych.

Wielu ludzi uważa za jedyną drogę wyjścia uwewnętrznienie tych zewnętrznych celów i uznanie, że dobro gatunku, dobro społeczności, łaska boska są właśnie moimi ostatecznymi celami i wybranymi wartościami. Wydaje się jednak, że cała wolność sprowadza się przy takim spojrzeniu na sprawę do tego małego czasowego i przestrzennego punktu, zwanego momentem wyboru.

Czy choć ten moment jest momentem wolności? Otóż w badaniach nad ludzkimi zrachowaniami dowodzono wielokrotnie, że dążenie do wolności poprzez eliminowanie rozmaitych niebezpieczeństw, zagrożeń i niewygód stanowi ważny składnik „genetycznego wyposażenia człowieka", jak to nazywa Burrhus Skinner 14, czy też specyfikę ludzkiego mózgu, jak tego chce na przykład Paul Chauchard. Tak więc wolność sprowadza się do funkcji życiowej tego mniej więcej rodzaju, co oddychanie, pocenie się, odżywianie. Wydawać by się mogło, że takie stanowisko jest domeną materialistów typu Skinnera. Ale tak nie jest. Wymieniony już Paul Chauchard jest zdeklarowanym tomistą.