A A A

Wątpliwości

Weźmy jako przykład normę „Nie zabijaj". Takie jej sformułowanie, mające formę zakazu, jest najbardziej tradycyjne, ale po chwili zastanowienia się nad treścią można by sformułować owo tradycyjne „Nie zabijaj" jako ogólny nakaz szacunku dla ludzkiego istnienia. To, czy zdecydujemy się na formę zakazu, czy też na formę nakazu zwracającego uwagę odbiorcy na wartość, której norma broni (istnienie ludzkie), nie stanowi zasadniczej różnicy logicznej, natomiast istnieje różnica klimatu: wydaje się, że tradycja zakazów zrodziła się przede wszystkim z faktu, iż powstawały one w obliczu konfliktów i zakazujące sformułowanie normy miało na celu nadanie jej mocy rozstrzygnięcia. W formule zakazu zawiera się też zapowiedź kary i potępienia, co w tradycji ma istotne znaczenie.

Pierwsza wątpliwość, jaka nasuwa się w związku ze sformułowaniem normy „Nie zabijaj", dotyczy tego, kogo mianowicie nie należy zabijać. W swoich rozważaniach na temat tej normy prof. Maria Ossowska pisała: „Wiadomo, że w kulturach urobionych pod wpływem chrześcijaństwa norma ta ma wyłącznie ludzi na względzie i zabrania tylko człowiekowi pozbawiać życia drugiego człowieka. Ale bywa ona także interpretowana jako zakaz zabijania wszelkiego żywego stworzenia. Kultura chrześcijańska uważa człowieka za pana i władcę przyrody, którą mu wolno swoim celom pod-porządkować. W orędziach króla Asioki, najwcześniejszego władcy Indii, brzmi tymczasem ciągła troska o nieodbieranie życia wszelkim żywym istotom. Dba on o kopanie studni dla zwierząt i o zapewnienie im pomocy lekarskiej (...). Wiadomo, że są sekty w Indiach, którym nie wolno zabijać nawet najdokuczliwszych insektów".

Problem, który poruszyła Maria Ossowska, wydawać się może na pierwszy rzut oka zabawną ciekawostką, ale wiadomo, że i europejscy wegetarianie nie jadają pokarmów pochodzenia zwierzęcego. Jak dalece koliduje to z przyjętymi w naszej kulturze zwyczajami, pokazuje w sposób niebywale zabawny Mary McCarthy w powieści Ptaki Ameryki. W pewnym amerykańskim domu na przyjęciu w Dniu Dziękczynienia, kiedy tradycyjnym daniem jest możliwie okazała pieczona indyczka, pojawia się młoda dziewczyna — jaroszka. Jest miła, inteligentna i dobrze wychowana, ale jej skłonność do unikania potraw mięsnych budzi niemal takie oburzenie, jakby na przyjęciu pojawiła się nago. Obserwując reakcję otoczenia, młody, przewrażliwiony bohater książki dokonuje oto odkrycia: „Przypuszczał, że mógłby żyć bez befsztyków i kurcząt, wątpił jednak, czy w obecnej chwili potrafiłby wyrzec się homarów i tuńczyka. Nie brał pod uwagę nacisku społecznego, jaki musiałby pokonać. W tej chwili zrozumiał, że aby /Zostać jaroszem, musiałby zdobyć się na bohaterstwo".