A A A

Sokrates w historii etyki

Wobec tak bogatej tradycji sokratejskiej pozostaje dokonanie pewnego wyboru. Należałoby chyba zacząć od krótkiego opisu czasu i miejsca akcji tego dramatu, jakim było życie filozofa. Zanim jednak przejdę do faktów, chciałabym wyraźnie określić miejsce Sokratesa w historii etyki. Otóż historia tej nauki rozróżnia dwa typy wielkich osobowości: pierwszy to ci, których dorobek stanowi istotny element teoretyczny etyki, drugi zaś to ludzie, których życie jest dla etyki samoistną wartością. Tych ostatnich nazywa się geniuszami moralności do nich należy Sokrates.

Wiadomo o nim na pewno, że umarł w 399 roku p.n.e., a że miał wówczas podobno lat siedemdziesiąt, więc przyjmować się zwykło, że urodził się około 469 roku p.n.e. Ojciec jego Sofroniskos był kamieniarzem, a matka Fajnareta położną. Sokrates początkowo zarabiał na życie tak jak ojciec, a potem zdobył wykształcenie filozoficzne, był żołnierzem i wreszcie zajął się nauczaniem. To ostatnie zajęcie porównywał do zawodu wykonywanego przez matkę, powiadając, że tak jak ona pomagała rodzić się płodom ludzkiego ciała, tak on pomaga przychodzić na świat płodom ludzkich umysłów. Często zresztą metodę Sokratesa nazywa się właśnie metodą maieutyczną, czyli położniczą.

Wczesny okres życia Sokratesa przypadł na czasy bujnego rozwoju jego ojczyzny — czasy Peryklesa; okres przewag militarnych Aten i intensywnego rozwoju kultury, który trwał do roku 431 p.n.e., to znaczy do wybuchu wojny peloponeskiej. To wówczas ateński Akropol ozdobiła rzeźba Ateny — bogini—patronki. Rzeźba była wykonana ze złota i kości słoniowej, a jej autorem był Fidiasz. To w tych czasach pisali swe tragedie Ajschylos, Sofokles i Eurypides, to wtedy do mia-sta przybyli wielki historyk Herodot, filozof Anaksagoras i lekarz — Diogenes z Apolonii. Ateny czasów Peryklesa były nie tylko silne i zasobne, były także „duchową stolicą" Hellady. Powiada się, że historia odnotowała jedną postać uosabiającą, symbolizującą Ateny tamtych czasów — Sokratesa. Jego duchowa wielkość okazała się trwalsza niż rzeźby Fidiasza.

Interesowała Sokratesa moralna natura człowieka, możność poznania samego siebie, dążenie do posiadania cnoty, którą miał za wiedzę. Zauważył, że jeśli wielu ludzi zapytać, co jest dobre i co złe, odpowiedzą podobnie. Wnosił stąd, że wartości moralne istnieją nie-zależnie od osobistych sądów poszczególnych ludzi i że są dostępne naszemu poznaniu. Można na wiele sposobów te wartości prezentować, lecz istnieje obiektywna prawda moralna, którą da się ukryć, ale której nie można zniszczyć.

Powszechnie używaną metodą udowadniania swoich racji była techne dialektike — sztuka zadawania pytań i odpowiadania. Stanowiła domenę sofistów. To oni rozwinęli umiejętność zwyciężania w dyskusji. Opierali ją na przekonaniu, iż każdemu sądowi przeciwstawić można równoważny sąd przeciwny. Zwycięstwo w dyskusji jest zawsze pozorne — wynika z tego, że rozmówca nie zna argumentów przeciwnych. Aby przekonać rozmówcę, niepotrzebna jest wiedza — znajomość prawdy, całkowicie wystarczy prawdopodobieństwo poparte artyzmem słowa. Psychologicznie podchodząc do sprawy, można by sądzić, że Protagoras i Gorgiasz uważali człowieka za istotę, która nie posiada wiedzy, lecz jedynie mniemania. Sokrates dobrze opanował sofistyczną dialektykę. A jednak jego metody przekonywania rozmówców różniły się znacznie od formalnej dialektyki sofistów. Ci ostatni wychodzili z założenia, że prawdy obiektywnej nie ma, Sokrates zaś głęboko wierzył w istnienie prawdy obiektywnej. Co więcej, był przekonany, że człowiek mądry — odróżniający dobro od zła — także postępuje dobrze.

Zarzuca się Sokratesowi intelektualizm etyczny, który powszechnie uważany jest za przekonanie naiwne. Czy bowiem będąc przekonany, iż czynisz źle, nie czynisz tak jednak czasem?

Sokrates oceniał wiedzę człowieka nie tylko wedle zasobów jego rozumu, ale także wedle jego woli, uczuć i czynów. Wiedzieć, co dobre, i postępować inaczej, to wiedzieć na pozór, mieć złudzenie wiedzy. Istnieją więc jakby dwa rodzaje wiedzy: dobra — ujawniająca się w.; czynach, i martwa, pozorna — nie związana z wolą, nié ujawniająca się w czynach. Stąd też odróżniał Sokrates mądrość od zbioru wiadomości. Ta pierwsza jest wynikiem wewnętrznego wysiłku, ten drugi — zewnętrzną ogładą. Tak więc prawdziwa mądrość etyczna nie jest drogą do cnoty i szczęścia, ale jest cnotą i szczęściem. Ujawnia się tu przekonanie o autonomii wartości moralnych. Są one bowiem zarazem drogą do celu i celem samym. Dialektyka Sokratesa miała służyć wyrobieniu siły etycznej człowieka — co też znaczy — poznaniu najgłębszej prawdy o sobie samym.

Dialektyka to metoda rozumienia, poznawania znaczeń zawartych w języku, zdobywania wiedzy pojęciowej. Wprowadzanie uczniów w wiedzę pojęciową odbywało się poprzez trzystopniowe wtajemniczenie. Pierwszy stopień to elenktyka — krytyka nieuświado-mionej niewiedzy ucznia. Sokrates badał wiedzę ucznia i wykazywał mu niezrozumienie pojęć, których używa. Stopień drugi to protreptyka — zachęcanie ucznia do wyzbycia się hańbiącej niewiedzy. W końcu stopień trzeci — maieutyka — to już pomaganie w ..urodzeniu" własnej wiedzy, w uświadomionym mówieniu. Sokrates prowadził do celu poprzez zmuszanie ucznia do formułowania zdań coraz bliższych prawdzie. Żadnej jednak definicji nie był skłonny uważać za nieśmiertelną. Samo dążenie do prawdy traktował wyraźnie jako ćwiczenie woli ludzkiej. Owo ćwiczenie miało służyć temu, by człowiek chciał czynić dobrze i pięknie. Tak więc zwieńczeniem Sokratesowej dialektyki, jej nieodzownym dopełnieniem są dobre czyny.

Nauczał Sokrates przystępnie i prostym językiem przemawiał do swoich uczniów. Nadto uznawał nauczanie za swoiste posłannictwo. Nie dążył ani do majątku, ani do zaszczytów. Nie krył też wcale, iż nie zależy mu na ogromnej popularności. Toteż ludzi głupich zrażał do siebie, co musiało doprowadzić do konfliktu. Przyszedł rok 399 p.n.e., trzech oskarżycieli wniosło skargę przeciw Sokratesowi. Najważniejszy był Anytos, z zawodu garbarz, który przede wszystkim zabiegał o karierę polityczną i popularność w ateńskich wyższych sferach. Sokrates naraził mu się kilkakroć, nie ukrywając swego zdania o jego charakterze. Ostatecznie filozof zraził sobie przemysłowca, wytykając mu brak dbałości o kształcenie syna. Urażony Anytos opłacił poetę Meletosa, człowieka miernego nader talentu, i wraz z retorem Likonem podpisali ułożony przez Meletosa tekst oskarżenia.

Oskarżano Sokratesa o ateizm i demoralizowanie młodzieży. Zaznaczyć należy w tym miejscu, że oskarżenie było raczej stereotypowe i posługiwano się takim w Atenach zawsze, kiedy chciano się jakiegoś niewygodnego filozofa pozbyć.

Sokrates stanął przed sądem przysięgłych, który składał się z pięciuset wylosowanych sędziów. Żaden z nich nie miał mniej niż trzydzieści lat. Apelacji od wyroku tego sądu nie było. To, co Sokrates miał do powiedzenia sędziom, nie było obroną w dosłownym znaczeniu. . Obrona Sokratesa — dialog Platona, obecnego na procesie swego mistrza, jest raczej przekazem oskarżenia i surowego sądu nad Ateńczykami, jakiego w swoim przemówieniu dokonał Sokrates. Mierzony wodną klepsydrą czas wystąpienia zbliżał filozofa do śmierci, zbliżał też do niej wszystkich obecnych. Ale jego coraz mniej dzieliło od nieśmiertelnej sławy, a ich zbliżało do wiecznej pogardy. Sokrates powiada: „Bo jeśli mnie skażecie, to niełatwo znajdziecie drugiego takiego, który by tak, śmiech powiedzieć, jak bąk z ręki boga puszczony, siadał miastu na kark; ono niby koń wielki i rasowy, ale taki duży, że gnuśnieje i potrzebuje jakiegoś żądła, żeby go budziło" .

Obrona zawiera sąd o sędziach i ukazuje ich jako ludzi o ograniczonych horyzontach, niezdolnych swoimi intrygami naruszyć wolę filozofa i dotknąć go. Różni Sokratesa od oskarżycieli to, do czego największą przywiązuje wagę: cnota i to, czego oni zwykli się najbardziej obawiać — ubóstwo. „Przecież mnie nie może w niczym zaszkodzić ani Meletos, ani Anytos, nawet by nie potrafili! Bo mnie się zdaje, że gorszy człowiek «nie ma prawa» zaszkodzić lepszemu. Pewnie, może go zabić, skazać na wygnanie, pozbawić czci i praw. Tylko że te rzeczy on pewnie uważa i ktoś inny może za wielkie nieszczęścia, a ja zgoła nie uważam; znacznie większe nieszczęście robić to, co on teraz robi: niesprawiedliwie nastawać na życie człowieka".

Wraz z oceną oskarżycieli pojawia się w obronie Sokratesa wątek wielkiej wagi — problem celu zdobywania wiedzy etycznej, a co za tym idzie — cnoty. Konieczne staje się ujawnienie tego, co być może dla całej etyki Sokratesa podstawowe — że cnota jest celem samym w sobie, a zarazem najistotniejszym obowiązkiem człowieka. „Tak szedłem i — próbowałem każdego z was namawiać, żeby ani o. żadną ze spraw swoich nie dbał prędzej, zanim dbać zacznie o siebie samego, by się stał jak najlepszym i najmądrzejszym, ani się o sprawy państwa nie troszczył, zanim o państwie samym nie pomyśli, i żeby się o wszystko inne podobnym porządkiem starał". Sokrates wie, że to, co robi, jest jego bezwzględnym obowiązkiem i na zadane samemu sobie pytanie, czy nie mógłby siedzieć cicho, odpowiada sobie i sędziom, że byłoby to możliwe, ale życie takie nie jest nic warte: „Bezmyślnym życiem żyć człowiekowi nie warto".