A A A

Nauka, moralność, nauka o moralności

Nauka o moralności pojmowana jako nauka doświadczalna to na przykład uprawiana przez Durkheima i jego uczniów „fizyka obyczajów". Levy-Bruhl nazywał tę dziedzinę „nauką o obyczajach". Zarówno ci dwaj uczeni, jak i szerokie rzesze ich uczniów uznali, że przedmiotem badań doświadczalnej nauki o moralności są pewne zbiorowe uczucia i wyobrażenia ulegające zmianom, uzależnione od warunków społecznych. Dürkheim pisał: „Wszystko, co mogę stwierdzić, to to, że jak dotąd, w toku moich badań nie napotkałem jeszcze żadnej reguły moralnej, która by nie była wytworem określonych warunków społecznych"

Można by więc sądzić, że wszelka wartość moralna jest wyabstrahowanym, jakby wydedukowanym z praktyki faktem społecznym. W pierwszym rozdziale tej książki pisałam o sofistach, właśnie ich zdaniem wszelkie moralne wartościowanie ma podłoże społeczne. Warto jednak zauważyć, że o ile sofiści wyciągali z tego przekonania pewne praktyczne wnioski, o tyle badacze ze szkoły Durkheima skłonni byli traktować to twierdzenie przede wszystkim jako wskazówkę metodologiczną. Protagoras czy Gorgiasz wykorzystywali przekonanie o społecznym charakterze wartości moralnych do praktycznych celów — sami starali się wpływać na konkretne ludzkie poglądy i decyzje w tej dziedzinie. Natomiast współczesnym badaczom stwierdzenie Durkheima pozwala traktować moralne wyobrażenia ludzi jako fakty społeczne, będące fragmentami określonej rzeczywistości. To z kolei prowadzi do traktowania przekonań moralnych jako faktów, do poddawania ich naukowej analizie i syntetyzowania wraz z innymi faktami społecznymi w całość dającą socjologiczną wiedzę o rzeczywistości.

Pospolite stwierdzenie, że moralność jest wytworem społecznym, ma zupełnie inny sens. w starożytnej filozofii życia, zupełnie zaś innego sensu nabiera w scjentycznym dziewiętnastym stuleciu, kiedy to staje się punktem wyjścia na przykład socjologii moralności. Nie jest to jedyna empiryczna dziedzina wiedzy etycznej. Na doświadczeniu opiera się także psychologia moralności, która z kolei bada indywidualne zjawiska z tej dziedziny, na przykład kształtowanie się określonej postawy moralnej, mechanizmy indywidualnego powstawania profilu wartości, zasady dokonywania wyborów moralnych i cały obszar wiedzy dotyczącej motywów ludzkiego postępowania.

Na pograniczu wymienionych dziedzin sytuują się rozważania z psychologii społecznej, która niebywale często oscyluje w stronę rozważań dotyczących wartości. Sądzę zresztą, że właśnie w psychologii moralności dokonał się kolejny „zwrot etyczny": zwrot od opisowych tendencji, od obiektywizacji do praktyki, i to zarówno tej najdosłowniejszej — socjotechnicznej, jak i tej bliższej Sokratesowi niż sofistom — praktyki moralizatorskie.

Z teoretycznego punktu widzenia bardzo trudno, jak się okazuje, odróżnić sofistów od Sokratesa, albowiem nie ma logicznej czy metodologicznej różnicy między normami i między rozmaitymi metodami praktycznego używania wiedzy o stosunku człowieka do wartości. Eliot Aronson, autor wydanej również u nas książki z dziedziny psychologii społecznej, pisze: „Będę szczery: jako człowiek mam pewne ideały, np. chciałbym wyeliminować fanatyzm — okrucieństwo. Gdybym miał władzę, wykorzystałbym dla osiągnięcia tych celów najbardziej humanitarne skuteczne metody, jakimi bym dysponował. Równie dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że gdyby metody takie zostały opracowane, to inni mogliby się posłużyć nimi dla osiągnięcia celów, które ja uważam za niegodziwe. Jest to przyczyną mojej wielkiej troski. Uświadamiam sobie także, że Ty możesz nie podzielać uznawanych przeze mnie wartości — jeśli więc jesteś przekonany, że metody te są skuteczne, to i Ty powinieneś być zatroskany".

I oto w powyższej wypowiedzi ujawnia się pewien podstawowy, choć być może metodologicznie nieuprawniony problem: Czy nauka o moralności w jakikolwiek sposób ułatwiła odpowiedź na pytanie — co dobre, a co złe? Czy i jak uczestniczy empiryczna nauka o moralności w moralnych dylematach człowieka współczesnego?

Stawiając to pytanie, uświadamiam sobie, że nie znam na nie jednoznacznej odpowiedzi, a jednak rozważania na ten temat uważam za konieczne. I jest to nie tylko określone pytanie wobec etyki opartej na metodach naukowych, ale także wobec nauki w ogóle. Albowiem jest to szukanie odpowiedzi na pytanie o to, czy nauka upraszcza nasze życie, czy je komplikuje? Oczywiście w dziedzinie etyki istnieje jeszcze uzasadnione podejrzenie, że teoria i praktyka nie mają ze sobą żadnego związku.

Żeby jednak podjąć próbę odpowiedzi, trzeba się zastanowić nad znaczeniem słowa „praktyka" w odniesieniu do moralności. Wydaje się bowiem, że każda nauka dość Arbitralnie określa zakres tego pojęcia, ograniczając za każdym razem praktykę do przedmiotu własnych doświadczeń. Taka empirycznie zawężona praktyka pozwala wykluczyć wiele komplikacji i dojść do licznych konkluzji, które jednak niezupełnie mają związek z moralnością w potocznym rozumieniu. Oczywiście jest to także sprawa stosunku możliwości nauki do potocznych oczekiwań. Ale nie tylko.