A A A

Kryterium prawdy w etyce

W 1837 roku narodziła się w umyśle Karola Darwina hipoteza, która na dłuższy czas określiła kierunek rozwoju nauk przyrodniczych. Darwin sądził, że świat, który nas otacza, osiągnął znany nam kształt poprzez długotrwałe zmiany, składające się na proces ewolucji. Zastanawiając się nad prawidłowościami powszechnymi w tym procesie, uznał, iż dynamizują go dwa zasadnicze czynniki: walka o byt oraz dążenie do zachowania gatunku. Najlepiej realizują te prawa organizmy, które przystosowując się najdoskonalej, nie ulegają unicestwieniu.

Sam Darwin uważał, że prawa ewolucji pozwalają nie tylko poznać historię naturalną i nie tylko badać przyrodę. Można także zjawiska społeczne badać jako zjawiska w istocie ewolucyjne, a moralność traktować głównie jako realizację prawa zachowania gatunku. Ewolucjoniści mieli wspólne założenia i na ogół uważali, że problemy etyczne dadzą się zbadać przy użyciu narzędzi, jakie daje ich teoria. Różnili się jednak generalnie przy formułowaniu normatywnych wniosków.

O ile bowiem Darwin wyraźnie przeceniał dominowanie w życiu ludzkim prawa zachowania gatunku, o tyle liczni jego następcy przeceniali prawo walki o byt.

Można więc stwierdzić, że ewolucjonizm ma jednolite założenia teoriopoznawcze, lecz nie jest jednolity w sferze aksjologicznej. Skąd się to bierze? Czy w grę wchodzi tylko tradycyjny spór między egoistyczną i altruistyczną koncepcją moralności? — oto pytanie, na które trzeba sobie odpowiedzieć, aby zrozumieć złożony problem kryterium prawdy w etyce. A problem ten pojawia się na dobre właśnie wraz z ewolucjonistyczną koncepcją stosowania w etyce metod empirycznych — na modłę przyrodoznawstwa. Zarówno darwinizm, jak i spory toczące się wokół tej teorii poruszały pewne istotne zagadnienia filozoficzne. Jednym z głównych problemów jest problem celowości zmian, jakie się dokonują w świecie.

Antydarwinowska opozycja w sporach z autorem teorii ewolucji przyjmowała na ogół teleologiczną interpretację zjawisk. Znaczy to, iż reprezentowała ona pogląd zakładający istnienie określonego celu wszelkich możliwych zmian. Nie poprzestawano tu na posługiwaniu się zasadą przyczynowości, tak jak to się działo u samego Darwina, lecz dorzucano „plan stworzenia", „harmonię wprzódy ustanowioną" i w ogóle to, co materialiści nazywają chętnie „fantazjami antropomorfizmu". Antropomorfizm właśnie stanowił powód, dla którego teorię ewolucji tak trudno było wielu ludziom zaaprobować. Przekonanie, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, jest źródłem poczucia wyższości u wielu osobników z gatunku homo sapiens. Zastąpienie tej biblijnej prawdy Darwinowską antropogenezą, każącą wywodzić człowieka od gatunków „niższych", a już przede wszystkim sugerowanie pokrewieństwa z małpą budziło olbrzymie sprzeciwy.

Być może pochlebianie człowiekowi poprzez podkreślanie, że dominują w nim tendencje do zachowywania własnego gatunku, mające wyraźnie charakter altruistyczny, było u Darwina próbą rekompensowania urażonym współbliźnim prawdy o ich zwierzęcym pochodzeniu. W każdym razie lektura dzieł Darwina nasuwa przypuszczenie, że w teorii ewolucji niczego uwłaczającego ludzkości nie widział. Natomiast rzeczywiście nie uważał człowieka za coś wyjątkowego. Ot, był człowiek określonym ogniwem w łańcuchu ewolucyjnym. Ogniwo to jest lepiej przystosowane niż inne, występujące wcześniej, ale należy przypuszczać, że dla przetrwania człowiek musi się dalej rozwijać, dalej przystosowywać,, tyle tylko, że do środowiska, które sam w pewnym stopniu kształtuje.

Tak więc prawda o człowieku nie ma w darwinizmie charakteru statycznego, a ludzka moralność jest procesem przystosowywania się do życia w obrębie własnego gatunku i wśród innych istot żywych. Założenie powyższe odbiera moralności charakter prawdy objawionej i objawianej. W związku z tym moralność występuje jako zjawisko, które badać można i trzeba na pod-stawie dostępnego naszemu poznaniu doświadczenia.