A A A

Człowieczeństwo jako cel

I tak na gruncie metafizyki moralności pojawia się swoiste rozumienie człowieczeństwa jako celu samego w sobie. Idea ta pozwala nam uznać istnienie siebie samego i innych za konieczne. Formuła imperatywu kategorycznego brzmi: „Postępuj tak, byś człowieczeństwa tak w twej osobie, jako też w osobie każdego innego używał zawsze zarazem jako celu, nigdy tylko jako środka". Ta zasada jest „najwyższym ograniczającym warunkiem wolności czynów każdego człowieka".

I tak oto przez pokazanie nieskończoności i ograniczenia moralności ukazuje się zasada autonomii woli, a wraz z nią pojęcie Państwa Celów. Jeśliby sobie wyobrazić powiązanie istot rozumnych przez wspólne im prawo moralne, to związek taki byłby właśnie Państwem Celów. W państwie tym każdy jest prawodawcą, o ile władzę swoją dostosuje do własnej woli.

Zasada autonomii woli wydaje się być zasadą absolutnego indywidualizmu moralnego, jest bowiem zasadą pełnego stanowienia jednostki o własnym postępowaniu. Ale właśnie z niej wywodzi się Państwo Celów — idea ludzkiej wspólnoty, która będzie konstytuowała się na podstawie prawa moralnego. Prawo to jest wspól-nym przedmiotem poznania dla całej ludzkości. Jego istnienie obiektywne gwarantuje niejako człowiekowi, że funkcjonując jako istota w pełni odrębna i moralna jest on równocześnie członkiem wspólnoty składającej się z ludzi funkcjonujących w taki sam sposób jak on.

Takie rozstrzygnięcie tradycyjnego problemu etyki — problemu, który można by najkrócej sprowadzić do bycia istotą zarazem autonomiczną i społeczną — po części tylko opiera się na założeniu, iż istnieje po prostu obiektywnie prawo moralne. Elementem już w większej mierze empirycznie dostępnym jest przekonanie Kanta o tym, że właśnie określony stosunek do innych to najistotniejszy warunek autonomii naszej woli. Warunkiem należenia do Państwa Celów jest bycie istotą rozumną, której zasady postępowania mają charakter powszechnie prawodawczy, ale która też sama prawom tym podlega. Istota ta uosabia jak gdyby prawodawstwo i nie może postępować inaczej niż wedle zasad uznawanych przez nią za powszechnie obowiązujące.

W Kantowskiej charakterystyce Państwa Celów najistotniejsze wydaje mi się stwierdzenie, że obowiązek ciąży na każdym obywatelu takiego państwa w równej mierze. Można powiedzieć, że w dziedzinie odpowiedzialności moralnej nie ma tam zwierzchników i podwładnych.

Ten wątek Kantowskiej filozofii moralnej jest moim zdaniem nieustannie aktualny. Zakłada bowiem istnienie moralnego ideału społecznego. Bezsprzecznie Kantowi nie chodzi o praktyczne sprowadzenie państwa istniejącego do Państwa Celów. Chodzi mu raczej o to, że człowiek mocą swojej woli może i powinien postępo-wać tak, jakby funkcjonował w Państwie Celów. Jest to niezależne od państwa realnego, w którym się urodził i w którym został wyuczony określonych zachowań. Jest zależne natomiast od refleksji nad moralną wartością samego siebie. Refleksja ta prowadzi do posta-wienia sobie pytania: Jak można być celem samym dla siebie, jak być istotą godną? I zdaniem Kanta jedynie moralność i ludzkość zdolna do moralności są godne. Klasyfikując ludzkie zalety, pisze Kant: „Zręczność i pilność w pracy mają cenę rynkową; dowcip, żywa wyobraźnia, humor cenę uczuciową; zaś wierność w przyrzeczeniach, życzliwość płynąca z zasad mają wartość wewnętrzną". Wartości moralne — te „mające wartość wewnętrzną'' — zapewniają nam udział w powszechnym prawodawstwie, a więc dają nam status istot godnych.

Możność samostanowienia o własnym obliczu moralnym, czyli autonomia woli jest zatem „podstawą godności natury ludzkiej i każdej natury rozumnej". Moralność jest więc nie tyle zbiorem pewnych gotowych nakazów i zakazów, ile stosunkiem czynów do autono-micznej woli. Czyny, które zgodne są z autonomią woli, to czyny dozwolone, te zaś, które dokonują się wbrew niej, są czynami niedozwolonymi. Autonomia woli stanowi najwyższą i zarazem jedyną zasadę moralności. Jeśli natomiast postępowanie nasze układa się według schematu: robię to, bo chcę czego innego, to mamy do czynienia z heteronomią woli, z której biorą się zasady pozornej moralności, nie zaś moralności prawdziwej.

Dochodzimy do kluczowego w całym Kantowskim wywodzie pojęcia — pojęcia doskonałości. Na nim opiera filozof swój system moralny. Uzasadniając to, powiada, że doskonałość „odbiera zmysłowości rozstrzygnięcia kwestii, a wytacza ją przed trybunał czystego rozumu". Nie znaczy to, aby Kant sądził, iż czysty rozum określi dobrą wolę, przypuszcza jednak, że dążyć będzie do jej bliższego określenia. Wolna wola jest wolna tak długo, jak długo nie służy, nie formułuje nakazów warunkowych itd. Jaki jest najgłębszy sens takiego określenia? Otóż wydaje się, że pozwala ono dostrzec całą odrębność zjawisk moralnych, dojrzeć moralność jako rzeczywiście całkowicie teoretyczną, ale też dzięki temu klarowną sferę dziania się w naszym bytowaniu.

Możemy też pomyśleć sobie siebie samych jako istoty całkowicie wolne i bezwzględnie odpowiedzialne. Jednych takie pomyślenie o sobie przerazi, innych pokrzepi. Ale z całą pewnością kantyzm — wraz ze swoją programową odrazą do wywodzenia zasad moralnych z praktyki — jest otwarciem przed człowiekiem sfery bezwzględnego obowiązku jako sfery wolności. Użycie rozumu ma nie tylko zatrzymać nas, opanować naturalną słabość, polegającą na poddawaniu się okolicznościom. Użycie rozumu ma otworzyć przed nami nas samych i granice poznania.

Uzasadnienie metafizyki moralności kończy Kant takim oto zdaniem: „I tak nie pojmujemy wprawdzie praktycznej bezwarunkowej konieczności moralnego imperatywu, ale pojmujemy przecież jego niepojętość".