A A A

Arystyp - wysoka wartość rozkoszy

Istnieje w tym względzie znaczna zbieżność między sofistami i założycielem szkoły cyrenajskiej — Arystypem. Ten uczeń Sokratesa był bodaj najskrajniejszym przedstawicielem poglądu, że celem ludzkiego życia jest szczęście płynące z doznawania rozkoszy. Ponieważ zaś rozkosz zmysłowa wywołuje wyraźnie żywszą przyjemność niż rozkosz duchowa, więc z nieubłaganą prostotą wnioskował stąd Arystyp o wyższości rozkoszy zmysłowych. W dodatku sławny w IV wieku p.n.e. filozof nauczał, iż prawdziwym celem nie jest jakaś suma szczęśliwości, ale każda konkretna rozkosz zmysłowa. Był wielce konsekwentny w swoich przekonaniach i życie jego stanowi do owych przekonań harmonijny komentarz.

O konsekwencji Arystypa świadczyć może na przykład to, że nie wahał się, uznawszy przyjemność za najwyższe dobro, uznać za największą przyjemność doznania erotyczne. W tych czasach wiele rozprawiano o miłości i rozróżniano Afrodytę „niebiańską" od Afrodyty „wszetecznej". Tak czynił na przykład Empeddkles. Ale nie czynił tak Arystyp. Toteż nie stawiał op miłości takich wymagań, jak to robił Demokryt, żądajjąc, aby u rozumnego człowieka była ona inna niż u zwierzęcia. Doskonalenie duchowe miłości zalecane przez twórcę eutymii było całkowicie obce Arystypowi, który lekceważył tendencyjnie moralizującą fizykę Demokryta na rzecz historii i literatury. Stąd jego humanistyczna „bezwstydność" i wielkie przywiązanie do form, i to od towarzyskich poczynając, a na formach miłosnego współżycia kończąc.

Sztukę przyjemnego życia wydało wielkie umiłowanie humanistyki, humanistyki pobłażliwej raczej dla człowieka, przemawiającej za wybaczeniem błędów i łagodnym skłanianiem do poprawy. Opowiadano, iż kiedyś ktoś zwymyślał Arystypa i biegł za nim pytając, dlaczego ucieka. Wówczas filozof odpowiedział: „W twojej mocy jest mi złorzeczyć, a w mojej ciebie nie słuchać". Taką właśnie postawę życiową preferował Arystyp, uważając zresztą, że najlepiej ukształtuje ją humanistyczne wykształcenie, czyniące człowieka wolnym i wrażliwym.

Kiedy pewnego razu jakiś ojciec, oddając syna na naukę, spytał Arystypa, co zyska syn, filozof odpowiedział: „To przynajmniej, iż siedząc w teatrze, nie będzie siedział jak jeden kamień na drugim kamieniu". Tak wytyczony cel humanistycznego kształcenia nie może dziś nie uderzać swoją trafnością. Kiedy zaś inny ojciec wyrzucał Arystypowi, iż wielka jest kwota, jakiej ten żąda za nauczanie syna, tak wielka, że mógłby sobie ów ojciec kupić za nią niewolnika, Arystyp odpowiedział celnie: „Kup, a będziesz miał dwóch". Dużo można by tu .jeszcze opowiadać o Arystypie, bo życie jego było, jakby na złość moralistom, bardzo przyjemne, umysł żywy i dowcip celny. W Atenach, gdzie pitagorejczycy potępiali przyjemności seksualne jako źródło zła i nieszczęść, gdzie żywa była tradycja Heraklita, który nimi gardził, gdzie Demokryt im nie ufał, gdzie wielki Sokrates zalecał powściągliwość i gdzie żył Antystenes, który powiadał, że „woli oszaleć, niż się do tych spraw zniżyć" — w tych Atenach Arystyp był jedynym, który odważył się twierdzić, że każda przyjemność jest dobrem w sobie.

Powiadasz, Czytelniku, że odległe to czasy, że rewolucja obyczajowa wiele zmieniła? Wybacz, sądzę, że odwaga Arystypa musi nadal towarzyszyć tym, co prawdy o człowieczeństwie nie chcą w tej jej części przemilczać, odrzucać ani deformować. Kontynuatorką nauki Arystypa była jego córka — Arete. Być może z tego samego nurtu wywodzi się Michalina Wisłocka. Nie zachęcając nikogo do Arystypowych ideałów, nie mogę się jednak oprzeć pokusie bronienia Arystypa przed zniesławiającą go tradycją. Albowiem w tym, co mówi Arystyp o harmonii przyjemności i natury ludzkiej, przejawia się głębokie dążenie do wolności i do życia zgodnego z wolnym, nie zakłamanym nawet zasadami wyborem.

Jeśli zaś moja -obrona Arystypa wzbudza w Tobie, Czytelniku, jakieś sprzeciwy, tym lepiej. Świadczyć to bowiem może niedwuznacznie o tym, że tak odległa historia ma związek z naszą teraźniejszością, a co za tym idzie — po trosze ją chociaż wyjaśnia.